Spieszmy się
Felek wyszedł na miasto z kolegami i po raz pierwszy wrócił późno, kiedy już spałam.
Nie wysyłałam mu wiadomości po nocach, nie wydzwaniałam. Uznałam, że jeśli będzie potrzebował jakiegoś wsparcia, to da znać.
Rano poszłam sprawdzić, czy jest w swoim łóżku – i był. Fala czułości rozlała się po moim ciele.
Od świtu piszę także z moją klientką, która urodziła przedwczoraj. Te noworodkowe i położnicze przypadłości wciąż tak żywo czuję w każdej kropli mojej krwi. I wiem, co mówię, kiedy zarzekam się, że to minie. To nie pusty slogan. To autentycznie mija. Zostajemy z pamięcią dotyku materiału kurteczki w rozmiarze 92 w tęskniących, pustych rękach.
Chciałoby się sparafrazować: spieszmy się do szaleństwa kochać małe… tak szybko rosną.
Ilekroć pojawi się trudność, dylemat – co robić, oddać do żłobka, odstawić od piersi, podążyć za radami cioci czy nie – proszę, zatrzymajcie się nad moimi słowami: zawsze warto wybrać bliskość. Im jej więcej, tym lepiej, bo stracony czas jest stracony. Dzieci nigdy nie będą znowu małe, mięciutkie i wpatrzone w nas z miłością większą niż wszechświat.
Jestem tak dumna z moich dużych dzieci. I cieszę się, że jeszcze przez chwilunię będę miała i małe, chociaż 9-letni Gustawek też już buduje fort własnej niezależności. Ale do wieczornych wypadów jeszcze trochę. Z nim przynajmniej napełniłam się do absolutu i dałam mu nieopisaną ilość bliskości, bo to jest dziecko, które nigdy nawet nie było we wózku – zawsze i wszędzie noszone.
Nie żałuję ani sekundy życia, w którym wybierałam być blisko.

Komentarze
Prześlij komentarz